Prasa o działalności
Artura Amendy

Białystok - Alternatywa dla knajpy

Kalisz - A może Twoje dziecko bierze

Odolanów - Gwiazdkowa niespodzianka

Ostrów Wlkp - O narkomanii w szkołach

Ostrów Wlkp. - Arka na Plażowej

Ostrów Wlkp. - Głos Wielkopolski

Slot - Koncert bez dragów bez przemocy w Ostrowie Wlkp w dniu 04.02.2003 r.

Slot - Trzeźwy koncert

Sochaczew - Zabrakło tylko rodziców

Sochaczew - Kto ćpa w Sochaczewie

 

Świadectwa ze szkół - kliknij tutaj

Różne linki opisujące działalność założyciela
Stowarzyszenia "Arka Noego
"


 

Jeśli chcesz się podzielić swoim świadectwem, które może być umieszczone na tej stronie, musisz je napisać
 i wysłać na adres
 
centrum-arka@wp.pl

Świadectwo 1   

Witam w tym liście opisze Ci jaka była moja droga z dragami

Wszystko zaczęło się w wakacje po 1 gimnazjum miałem wtedy 14 lat, Luki 14lat, Maniek 15lat, Icek 15lat. Zaczęliśmy palić przepaliliśmy prawie cale wakacje w rok szkolny wtedy nie paliłem bo do nich miałem za daleko bo byli z poznania i zielonej góry a kumple z Kotlina wtedy jeszcze nie palili. Paliłem tylko jak jechałem do kuzyna do Zielonej Góry. Skończyło się 2 gimnazjum i nastały wakacje wyjechałem do Zielonej Góry i zaczęło się znowu palenie cały miesiąc wtedy wyjechaliśmy nad jezioro gdzieś koło zielonej góry tam dostaliśmy od jakiegoś gościa tabletki znaczy się ja i Luki ja nie wziozłem bo nie chciałem Luki wiol dwie i tego dnia zmarł. To był dla mnie szok i od tego czasu nie paliłem. Aż do 1 klasy technikum w kwietni spotkałem w kotlinie kumpla zapytał się czy nie mam pożyczyć lufki mowie ze mam w domu fajeczkę i mu pożyczyłem tego dnia zapaliłem i zaczołem na nowo palić rzadko ale zaczołem. Zaczęły się wakacje zaczołem sprzedawać i palić codziennie przez cale wakacje w rok szkolny paliłem w piątki, soboty i niedzielo i 1-2 w środku tygodnia . Przepaliłem cały grudzień i do 15 stycznia paliłem cały czas. W styczniu poznałem fajna dziewczynę i wtedy postanowiłem skończyć z paleniem i od tego czasu nie pale i nic nie sprzedaje . Zerwałem z dragami i nie chce do nich wracać. 24 lutego dowiedziałem się ze Maniek leży w szpitalu z powodu dragów ćpał od listopada brał wszystko. 27 lutego dowiedziałem się ze nie żyje. Straciłem 2 kumpli przez dragi ja tak nie chce skończyć.

Ale boje się że zacznę znowu.
Proszę o jakieś rady
POZDRAWIAM Artur AirArt

Świadectwo 2  

Leczenie w Arce Noego rozpocząłem od dnia 25. 05. 2003r. Gdyż poprosiła mnie o to moja dziewczyna. Ale jak to każdy uzależniony zrobiłem to tylko dla świętego spokoju, ponieważ chciałem ćpać dalej. Pomimo tego, że ˛podpisałem kontrakt o leczeniu nadal utrzymywałem kontakt ze środowiskiem, które też ćpało oraz chodziłem na dyskoteki. Po trzech miesiącach spróbowałem sam skończyć z ćpaniem. Motywacją wówczas było uczucie „zeszmacenia samego siebie”. Coraz częściej do chodziłem do wniosku, że narkotyki kierują całym moim życiem. Po dziesięciu dniach abstynencji wylądowałem w szpitalu w Ostrowie Wlkp. Z powodu silnych bólów kości oraz mięśni, byłem fizycznie wykończony. W szpitalu spędziłem tydzień. Po wyjściu i tak sięgnąłem po narkotyk. Po dwóch tygodniach zostałem skierowany do szpitala na oddział toksykologiczny w Poznaniu. Spędziłem tam dwa tygodnie. W czasie kiedy tam byłem, także odczuwałem straszne bóle, miałem zaniki pamięci, nie pamiętam dwóch dni. Miałem bardzo częste zawroty głowy. Po wyjściu z detoksu przez krótki okres nie ćpałem, ale po raz kolejny wziąłem. Na nowo zacząłem spotykać się z kolegami, chodzić na dyskoteki, oszukiwać, kraść. Był to sierpień, ale we wrześniu znów zaczęła się szkoła, więc opuszczałem bardzo często lekcje, w sumie to bardzo rzadko byłem w szkole. Próbowałem utrzymać abstynencje ale jednak kończyła się ona zaledwie na kilku dniach. Momentem przełomowym był dzień kiedy nadużyłem narkotyków mianowicie straciłem przytomność. Był to październik. Od tej pory nie ruszyłem tego aż do dziś. Łapałem różne schizy, nie radziłem sobie z problemami m. in. w domu (w rodzinie), ośrodku, w szkole, z dziewczyną. Nie potrafiłem dać sobie rady z tymi myślami, czułem się jak ostatnia szmata!!! Poza tym kiedy w nocy jechałem od mojej dziewczyny do domu, cały czas miałem wrażenie, że coś widzę jakąś postać czy coś innego, bardzo się bałem wracać wtedy do domu. W ogóle bałem się chodzić samemu nocami, a to się działo kiedy tak naprawdę skończyłem z ćpaniem, nie wiedziałem co się ze mną tak naprawdę dzieje. Bardzo często miałem myśli samobójcze chociaż w wakacje się okaleczałem. Wiedziałem, że byle nie pozytywna  myśl, jakaś sytuacja może doprowadzić mnie do tego, żebym stracił chęć do dalszej walki, do tego żeby zmienić swoje życie, żeby dalej się leczyć , jak ćpałem miałem taką swoją złotą myśl, że „...i tak wszyscy kiedyś poumieramy” „...prędzej czy później na każdego przyjdzie czas” więc to obierało mi chęci do utrzymywania abstynencji. W ferie wyjechaliśmy z Miśkiem na profilaktykę do Kamiennej Góry. Spaliśmy tam w takim zborze, spędzałem tam prawie całe dnie, w jakiejś chwili poczułem, że jednak mogę dać sobie radę. Poza tym kiedy się wypowiadałem przed tą młodzieżą właśnie w moim wieku. Poczułem, że naprawdę mnie słuchają i może czują to co w życiu przeszedłem. Byłem później na stronie internetowej Arki Noego, to co ci ludzie pisali naprawdę zachęciło mnie do dalszej walki. W zborze poczułem, że się zbliżyłem do Boga, ale to uczucie nie długo trwało. Znowu zaczęły się schizy i znów czułem się jakoś oddalony od tego świata, w którym nie dawno byłem, takim pełnej nadziei na nowy, lepszy dzień. Znowu coś się zaczęło sypać. Przychodziły psycha! Teraz jest marzec i znów dostałem kolejną szansę, i jestem pewien, że wszystko się zmieni, że będzie wszystko dobrze. Nie będzie ćpania, oszukiwania, kręcenia itd. Teraz tak naprawdę poczułem, że Bóg jest blisko mnie chociaż był cały czas. Bo gdyby go nie było to pewnie ćpał bym dalej albo może już nie żył. Wydaje mi się, że ten wyjazd do Kamiennej Góry to był tylko znak co może mnie czekać w przyszłości ale to zależy od tego jaką wybiorę drogę. Ale teraz wiem, że on jest i chce żebym z tego wyszedł tak jak moja dziewczyna, moja rodzina, nieliczni znajomi. Staram się teraz nawrócić do Boga ale będzie to niełatwe przez to co robiłem, jaki byłem w przeszłości.              

 Artur M.

 Świadectwo 3

Pierwszy kontakt z narkotykami miałem w 2000r.Zaczelo się niewinnie z ciekawości, zapaliliśmy z kolegami skuna. Od tego pierwszego razu zaczęliśmy palić przynajmniej raz w tygodniu. Jeden gram starczał nam na takie dwie "imprezki" w późniejszym czasie to się zmieniło jeden gram przypadał na jedną osobę, a co za tym szło pierwsze długi i pierwsze oszukiwanie rodziców bo przecież skąd te pieniądze trzeba było brać. Gdy w 2001r otwarli dyskotekę u nas w mieście spróbowałem amfetaminy na początku starczała mi jedna "kreska" później oczywiście było inaczej, brałem również extase.
Gdy rodzicom już nie miałem co wkręcać na co potrzebuje pieniądze zacząłem kraść. W moim przypadku najwięcej ukradłem z ze swojego domu, wyniosłem wszystko co było możliwe tylko po to by oddać długi i zabawić się na imprezie. Powoli  traciłem wszystkich swoich przyjaciół na których też robiłem wałki. Gdy rodzice mieli mnie już dość, bo już niech cieli mieszkać ze złodziejem i ćpunem pod jednym dachem wyrzucili mnie z domu. Zacząłem  handlować narkotykami, jednak za bardzo mi to nie wychodziło ponieważ to co zarobiłem od razu  "konsumowałem" ten towar który dostawałem był brany na kredyt. Miałem bardzo dużo długów. Gdy mój "kolega" dealer umówił się ze mną na kwotę 30 zł żebym mu oddal na umowny dzień, oczywiście nie miałem mu z czego oddać pobił mnie tak ze znalazłem się na tydzień w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu. I wtedy już dochodziło mi cos do głowy ze jednak nie warto rodzice przyjęli mnie do domu, oczywiście na określonych warunkach. Jednak tylko na jakiś miesiąc, później znowu uciekłem z domu dla narkotyków bo siedziałem  już w tym tak głęboko że uważałem to jako swój styl życia, że tak już ,jest ,wszyscy biorą, dlaczego nie ja?, przecież jestem normalnym młodym człowiekiem. Chodziłem do średniej szkoły muzycznej byłem na 3 roku jednak gdy narkotyki i zabawa weszła na pierwszy plan zacząłem wagarować i skreślono mnie z listy uczniów i również skreśliłem sobie marzenia i pewnie przez narkotyki nigdy już nie zostanę profesjonalnym muzykiem. Gdy miałem już stan psychiczny bardzo zły nikt z moich kolegów nawet nie pomógł mi kromką chleba pomyślałem sobie o rodzinie ja pewnie ona cierpi, pomyślałem sobie ze jeżeli ja bym miał takiego syna to jak bym się czul. Wiec w 2003r zgłosiłem się na leczenie do,, Arki Noego ‘’ żeby nie to stowarzyszenie pewnie nie było by mnie już na świecie , już nie ćpam pól roku i z dnia na dzień jest coraz lepiej , chociaż nie będzie już tak jak kiedyś ale na pewno będzie 1000% lepiej niż z ćpaniem.

Wojtek K.  

Świadectwo 4

Cześć  mam na imię Patryk i mam 23 lata od 16 roku życia  jestem narkomanem.

Moje pierwsze spotkanie z narkotykami  było między 16-17 roku życia i zaczęło się ono tak.

Pierwszy raz spróbowałem tak popularnego wśród młodzieży skuna i poczęstowali mnie nim moi koledzy z którymi się  wychowywałem  na moim blokowisku  zapaliłem bo chciałem tylko spróbować niestety nie skończyło się na tym zaczęliśmy dużo popalać to świństwo było fajnie ale tylko mi się tak to wydawało ,kupa śmiechu i idiotyczne pomysły wracałem do domu jadłem tyle ile mogłem bo miałem bardzo duże łaknienie i w swoim pokoju zapuszczałem muzyke Hip-Hop którą tak bardzo lubiłem  kładłem się na łóżku i wsłuchiwałem się w teksty powoli zapadając w sen.

Zacząłem palić to coraz częściej i zacząłem zaniedbywać w swoje obowiązki robiłem się coraz bardziej leniwy większość czasu spędzałem z kolegami wieku 18 lat pierwszy raz zażyłem amfetaminę u kolegi na osiemnastce nie wiedziałem wtedy że po tym jednym razie zacznie się mój życiowy horror .

Amfetamina przypadła mi do gustu czułem się na niej wspaniale łapałem bardzo szybko nowe  kontaktu potrafiłem rozmawiać z każdym o wszystkim podobało mi się to potrafiłem łatwiej zagadać z kobietą co normalnie sprawiało mi to trudność chyba właśnie dlatego się to głębiej w kopałem zacząłem coraz częściej ćpać  i chodzić na dyskoteki . Moje dni wyglądały tak wstawałem zjadłem obiad i wychodziłem do kumpli wieczór i noc przebywałem poza domem  wracałem wcześnie rano i spałem do późnego południa bywało tak że zaspałem nawet do szkoły a do szkoły chodziłem na godzinę 15  dom traktowałem jak hotel zero obowiązków i wałki ciągłe kłótnie i szarpaniny z rodzicami zarwałem szkołę ostatnią klasę technikum rodzice dowiedzieli się o moim problemie ale ja  z tym nic nie chciałem zrobić  więc wyrzucili mnie z domu albo ja sam  odeszłam nie wiem już sam moje myślenie  i zachowanie zmieniło się nie do  poznania.
Zacząłem handlować narkotykami  i żyłem dyskotekami i kolegami przez pierwsze tygodnie spałem po kolegach  później mieszkałem u jednego dilera około 2 miesięcy żyłem z dnia na dzień codziennie pod wpływem narkotyków i z myślą o pieniądzach gdyż przez zażywanie narobiłem sobie bardzo duże długi zacząłem robić rzeczy które bym normalnie nie zrobił ale wtedy nie widziałem w tym nic złego .

Zacząłem kraść i robić jakieś wałki mieszkanie gdzie mieszkaliśmy musieliśmy opuścić nie mniałem gdzie spać więc spałem po piwnicach poznałem niewłaściwego człowieka z którym z robiłem rozbój policja nas zawinęła w ten sam dzień i znalazłem się w areszcie śledczym.

Miałem tam długi odwyk i dużo czasu na przemyślenia ale po wyjściu pierwszą rzecz jaką zrobiłem to nie było pójście do rodziców i przeproszenie porozmawianie chociaż odwiedzali mnie i przynosili różne rzeczy, popełniłem tu następny błąd w swoim życiu poszłem na dyskotekę się na ćpać i spotkać się z pseudo kolegami nie miałem nadal gdzie spać rodzice mnie nie chcieli i się im nie dziwie  przez okres 1,5 miesiąca spałem pod namiotem  aż w końcu dotarło trochę coś do mnie i chciałem coś zmienić gdyż nudziło mnie to już wszystko nie mówiąc o tym ile zdrowia straciłem i jak bardzo uszkodziłem samego siebie.

Gdy by nie mój kurator i pełno ludzi którzy chcieli mi pomóc nie wiem co by dzisiaj zemną było , kurator załatwił mi miejsce w bursie szkolnej oczywiście musiałem zacząć uczęszczać do szkoły  powoli zacząłem na nowo nawiązywać kontakt z moim rodzicami  mój problem narkotykami się jeszcze nie skończył zażywałem jeszcze chociaż o wiele rzadziej  dopóki  wracając raz do bursy przyszedłem tak ujarany że pani dyrektor z wychowawcami zobaczyli że zemną coś nie tak i zawiesili mnie z możliwością powrotu do bursy tylko wtedy gdy  podejmę leczenie.
Dzięki mojej siostrze miałem  gdzie przez ten okres mieszkać zacząłem uczęszczać do Arki  i tam się leczę do dnia dzisiejszego.

     Przez narkotyki straciłem wiele dom, rodzinę, zdrowie fizyczne a głównie psychiczne do tej pory mam dość duże huśtawki  nastrojów jestem mało ufny do ludzi i trudno mi nawiązywać nowe kontakty, mam problemy z wyrażeniem swoich uczuć i boje się że będe sam jak palec a tak bardzo chce kochać i dzielić swoje życie z drugą osobą , zresztą sami możecie ocenić co straciłem czytając to co napisałem.

Co zmieniło się w moim życiu po podjęciu leczenia dużo chociaż chciałbym żeby się zmieniło jeszcze więcej ale to zależy głównie teraz tylko ode mnie.

Dzięki MIŚKOWI i całej ,,ARCE NOEGO "  ukończyłem szkołę zdałem maturę na pozytywne oceny zacząłem dalej się uczyć ,zacząłem żyć samodzielnie i myśleć powoli o dalszym życiu , rozwoju i założeniu rodziny  stałem się dobrym i uczciwym obywatelem tego państwa i mam nadzieje że w moim życiu już nie będzie cały czas pod górkę że osiągnę wiele i będę się cieszył z życia tak jak  małe dziecko.          

Patryk  

                                                                                           Świadectwo 5

       Wakacje to czas niezapomnianych wspomnień, wczasów, wyjazdów radości. Ja natomiast wakacje 2000 roku  wspominam inaczej, gdyż właśnie wtedy po raz pierwszy spróbowałem narkotyków. I to nie było tak radosne jak by się wydawało. Pragnę opisać wszystko po kolei co zrobiłem i jak zmieniło się moje życie w krótkim czasie. Po raz pierwszy zostałem poczęstowany przez kolegów z osiedla nie potrafiłem odmówić gdyż bałem się że zostanę wyśmiany przez moje towarzystwo a nawet zostanę odrzucony. Pierwszy raz zapaliłem SKUNA za darmo nie wiedziałem wtedy co mnie czeka ani jakie będą tego skutki . Wybrałem złą drogę , zostałem naiwnie wplątany przez towarzystwo. Początki były normalne gdyż zażywałem raz w miesiącu , ale szybko się to zmieniło i zacząłem się rozpędzać coraz szybciej. Po trzech miesiącach  paliłem już codziennie, aż do czasu gdy zapoznałem nowych kolegów którzy poczęstowali mnie AMFETAMINĄ. Bardzo spodobało mi się i szybko zacząłem zażywać regularnie ją do tego zacząłem imprezować, to właśnie wtedy nastąpił przełom w moim życiu zacząłem wszystko olewać. Szybko przestałem chodzić na zajęcia w szkole w domu bywałem też rzadko. Chciałem się tylko i wyłącznie bawić nie wyobrażając sobie imprez bez narkotyków. Imprezy to było coś niesamowitego , tak wtedy sobie myślałem, potrafiłem całymi weekendami imprezować bez powrotu do domu na noc. Po przez imprezowanie spróbowałem kolejnego narkotyku jakim była ECTAZY. Po jakimś czasie zorientowałem się że mój organizm potrzebuje co raz większych dawek, a więc brałem częściej i duże ilości. Nie myślałem o tym co robię i o tym co może mnie spotkać myślami byłem tylko przy imprezach i łączeniu dużej ilości narkotyków . Narkotyki zagościły u mnie na dobre i ani myślałem się z nimi rozstać. Wszyscy ludzie którzy zażywali narkotyki byli mi dobrze znani, czułem się wielki mając takich przyjaciół, którzy poczęstowali lub dali narkotyk na tak zwaną kreskę. Gdy miałem towar nic mnie nie obchodziło (rodzina, dom , szkoła ) liczyło się natomiast tylko zażywanie, rozkręciłem się na całego to nie były już weekendy to była codzienność. Wybrałem kolegów z którymi zażywałem narkotyki to od nich nauczyłem się kłamać , kraść, włamywać się i dużo innych złych rzeczy. Zdecydowałem się że szkoła mi jest w ogóle nie potrzebna i że nie będę chodził na zajęcia. Następnie doszło do tego że nie tolerowałem swoich byłych przyjaciół z którymi wychowywałem się .Straciłem całkowitą wiarę w Boga, a moje zainteresowania odeszły w zapomnienie. W ogóle tego nie widziałem gdyż byłem bardzo rozpędzony i co najgorsze odpowiadało mi to. Zacząłem nowe życie na własną rękę. Pierwsze kradzieże i włamania bardzo szybko nastąpiły, gdyż potrzebowałem pieniędzy na oddanie dilerą za wzięte narkotyki. Nie zdawałem sobie sprawy co w ogóle robię. Interesowało mnie tylko jak zdobyć upragnione pieniądze na narkotyki. Zacząłem okradać najpierw swój dom później najbliższych rodzinę ,przyjaciół aż kradłem wszystko co było tylko możliwe. Doszło do tego że kradłem codziennie a kradzież stała się moim hobby. Wszystkie pieniądze  przeznaczałem na narkotyki ,imprezy, hazard. By załagodzić konflikt w domu podjąłem na nowo naukę w kolejnej szkole, nic z tego jednak nie wyszło gdyż szybko z niej zostałem usunięty za nie obecności na lekcjach. Wygrały prochy które były przez cały czas ze mną i wszędzie tam gdzie się  tylko pojawiałem. Przez ten zły okres swego życia zostałem kilkakrotnie skazany przez Sąd. Nic z tego sobie nie robiłem gdyż, nie myślałem co może mnie czekać w późniejszym czasie. Byłem w czwartej  fazie uzależnienia od narkotyków. W całym mieście byłem znany z tej złej strony , przez rodzinę, sąsiadów postrzegany jako złodziej, bandyta i narkoman. Brałem tak duże ilości że dochodziło do tego że narkotyki już nie działały na mój organizm byłem tak uodporniony na nie. Postanowiłem że przestanę brać ale wszystko kończyło się na kilku lub kilkunastodniowej przerwie abstynencyjnej. Nie umiałem sobie poradzić z tym chodź zawsze wmawiałem sobie że gdy tylko będę chciał przestanę brać. Gdzie się tylko pojawiałem napotykałem same złe towarzystwo narkotyki i imprezy. Miałem dość tego życia otarłem się o samo dno przemysłu narkotykowego. Mój organizm był wyniszczony miałem ponad 20 kilogramową niedowagę. Głowa była cała rozwalona non stop paranoje, psychozy ,nawroty ,omamy wzrokowe i słuchowe, depresje, myśli samobójcze to wszystko doprowadziło mnie do myślenia „co ja robię ze swoim życiem”. Myślałem że to już koniec ale postanowiłem powalczyć o swoje życie. Chciałem  coś jeszcze osiągnąć pokazać że można dużo jeszcze zrobić. Na swojej drodze spotkałem Artura „Miśka” on wyciągnął w moją stroną rękę i pomógł mi wysiąść z rozpędzonego pociągu jakim są narkotyki .Oczy ujrzały sens nowego lepszego życia. Dużo straciłem przez te cztery lata, ale krok po kroku odbudowuję wszystko. Trudno jest pisać tym jak człowiek schodzi na samo dno ,ale taka jest zabawa z narkotykami. Chciałem wam pokazać to co narkotyki robią z człowieka i jak silną są substancją.   KONRAD

 
Świadectwo 6

Chciałbym podjąć leczenie, ponieważ chciałbym zmienić swoje życie. Dotychczas podobało mi się życie z narkotykiem, codzienne ćpanie i olewanie rzeczywistości. Myślałem, że takie życie jest super i nie zauważałem tego, co się wokół mnie dzieje. Narkotyki dawały mi pewność siebie i odstresowanie . Każde niepowodzenie i trudności na jakie napotykałem w codzienności prowadziły do brania, aż doszło do takiego momentu, że wszystkie moje myśli wiązały  się z narkotykami , o czym nie pomyślałem to wszystko sprowadzało się do jednego. Nie wyobrażałem też sobie żadnej imprezy bez ćpania , po prostu wszystko co robiłem miało jeden cel- NARKOTYKI . Zacząłem zawalać szkołę, dopiero pod koniec roku zaczynałem się uczyć i poprawiać wszystkie oceny. Praktycznie wszyscy koledzy, których znam biorą narkotyki. Wszystkie pieniądze jakie miałem szły na ćpanie. Doszedłem nawet do takiego stanu, że zacząłem wynosić rzeczy z domu. Sytuacją w rodzinie bardzo się pogorszyła. Nie miałem żadnego kontaktu z rodzicami, cały czas się z nimi kłóciłem, robiłem wszystko na odwrót i na przekór. Nie chciało mi się wracać do domu, bo wiedziałem, że tam czeka na mnie tylko kłótnia i sprzeczki. Byłem jak gość we własnym domu kompletnie nic mnie nie obchodziło. Przychodziłem się wyspać, umyć, zjeść i dalej szukałem ćpania , tak od 3 lat . Wszędzie gdzie poszedłem szukałem jakiegoś przekrętu, tylko żeby coś sprzedać i mieć na narkotyki . Miałem wszystkie zakazy i nakazy gdzieś . Robiłem co chciałem, nic mnie nie powstrzymywało, by zdobyć pieniądze lub coś cennego. Nie miałem żadnych zasad i ograniczeń . Nie ważne czy okradałem rodziców , czy jakąś osobę , czy też samego siebie . Ważne było że miałem za co ćpać i się bawić.

Przez dwa lata brałem sporadycznie , co tydzień , co miesiąc , raz na jakiś czas . w te wakacje nie było się czym zając, więc żeby  zająć jakoś czas sięgałem coraz częściej po narkotyki . Od lipca zacząłem jarać codziennie . Niby miałem wszystko pod kontrolą , po skończeniu wakacji miałem wszystko odstawić i zacząć naukę, ale cos mi nie wyszło i nie zrobiłem sobie nawet tygodnia przerwy. Cały czas wydawało mi się że to nic złego , to przecież tylko zioło i kiedy będę tylko chciał to skończę , ale nie chciałem kończyć, bo podobało mi się takie życie, dużo kumpli, ciągłe interesy i imprezki . Takie życie to po prostu był dla mnie raj  i nie wyobrażałem sobie innego. Trochę przejmowała mnie coraz bardziej pogarszająca się sytuacja w domu, ale zajarałem sobie i od razu totalna olewka . Cały czas żyłem z myślą :

„ po co przestawać jeżeli mi to nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu” i to był mój życiowy błąd . Bo nie ja decydowałem co robie w życiu tylko narkotyki. Każda myśl wiązała się z nimi . Zaślepiły mi one całkowicie trzeźwe myślenie i podejmowanie  mądrych decyzji.

Doprowadziły do takiego stanu  , że zrobiłbym dla nich prawie wszystko. Tylko po co ??? Tego nie widzi żaden narkoman i nie widzi też jak przez takie dziadostwo zmienia mu się całe życie i psuje sobie tym wszystko to, co udało mu się zrobić i zapracować przez całe swoje życie. Ja też tego nie widziałem i na pewno nie zobaczy tego nikt kto jest uzależniony . Dopiero osoba trzecia może nam pomóc, ale najlepsze jest w tym to, że  żaden narkoman nie zgłosi się sam po pomoc i nigdy się nie uzna za narkomana . Tak też było ze mną , ale wreszcie widzę, że jestem uzależniony i powinienem z tym walczyć, ale sam nie dam rady, bo narkotyk jest o wiele mocniejszy od człowieka i atakuje najważniejszą część ciała – mózg. To on steruje mną przez cały czas, ale chce odzyskać władze nad samym sobą i dlatego też chce zacząć się leczyć. Do tej pory moje życie mi się bardzo podobało. Komu by się takie życie nie podobało??. Robisz to co uwielbiasz!! . Ale to nie tak!!, z każdym dniem pogrążałem się coraz bardziej , a najzabawniejsze jest to , że na własne życzenie . Jak bym wiedział jak będzie wyglądało moje życie po ćpaniu  tego gówna , nigdy bym tego nie ruszył, ale cóż stało się….

Wiem jedno, na pewno tak dalej żyć nie chce, bo to co robiłem do tej pory podobało mi się, ale do czasu. Dopiero teraz otworzyłem oczy i spojrzałem wstecz. Nie zdawałem sobie sprawy ile złego zrobiłem za to gówno, a do tego rozwaliło mi to doszczętnie życie . Normalnie dwa w jednym!!! Uzależnienie + zepsucie tego co się miało i pracowało przez całe życie . Najlepsze w tym wszystkim jest to, że narkoman nie zdaje sobie z tego kompletnie sprawy i nigdy sobie nie zda  póki nie dosięgnie dna lub nie zginie, albo w najlepszym wypadku wreszcie spotka jakąś osobę, która nim potrząśnie i poda pomocną dłoń . Ja mam takie szczęście, że spotkałem na swojej drodze taką osobę, która jest mi w stanie pomóc i uświadomiła mi co tak naprawdę daje ćpanie .

Mam nadzieję, że uda mi się wyjść z tej choroby, w którą popadłem na własne życzenie .

Przede mną bardzo długa droga do osiągnięcia normalności, ale chce ją przebyć, ponieważ chce mieć kiedyś w życiu własny dom, rodzinę i żyć po to, by mieć dla kogo, a nie po to, by ćpać . Narkotyki odbierały mi szanse stworzenia tego co celem jest każdego normalnego człowieka. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że to nie jest nic fajnego ani przyjemnego i jeżeli miałbym możliwość cofnąć się w czasie to na pewno bym już tego nie ruszył. Ale może dopiero teraz zobaczę co straciłem i co mogę jeszcze zdobyć.

Wiem jedno jeżeli bym tego nie rzucił to nie miałbym na pewno takiej możliwości jak teraz , naprawienia wszystkiego i powrócenia do normalności. Dlatego też podejmę się leczenia i będę próbował z tym walczyć.

A czy się uda???  Tego nie wiem, czas pokaże .

 Robert

Świadectwo 7

Wielu młodych ludzi sięga bo narkotyki nie wiedząc co to tak naprawdę jest… Myślą sobie, że  będą   mogli w każdej chwili przestać, że to nic się nie zmieni, ale ludzie którzy tak myślą są w błędzie...

Z tego Nie ma wyjścia... na zawsze pozostaniesz uzależniony... Narkotyki to droga na cmentarz...

Tak, dziwicie się,  ale taka jest właśnie  prawda. Może Diler Wam tego nie powiedział…

ale właśnie to chcę Wam uświadomić...

Kiedy bierzecie po raz pierwszy - myślicie – spróbuję, przecież nic mi się nie stanie, ale tak nie jest. Jeden raz, potem jeszcze raz…już ostatni… to już uzależnienie. Zaczniecie brać coraz to więcej… coraz mocniejsze.. aż wpadniecie w to „bagno”... żeby zdobyć kasą na działkę będziecie nawet okradać swoich rodziców... wynosić z domu różne rzeczy. Człowiek uzależniony tak naprawdę już nie wie co robi - dla Niego staje się ważne tylko to, by mieć kasę na „towar”… Staje się on człowiekiem bez zainteresowań. Nic go nie obchodzi, odchodzi od swoich przyjaciół, jest agresywny, nie można do niego dotrzeć... Wszystko wydaje się jemu nudne i głupie. Człowiek ten ma różne halucynacje. Nie wie co robi, wpada w depresje... Takie jest życie narkomana, jego zdrowie podupada, a życie staje się coraz to bardziej skąpe...

Tak właśnie wygląda droga człowieka - narkomana… Jego zainteresowania marzenia nie są już ważne bo stracił jakiekolwiek poczucie wartości i godności... Dla takiego człowieka nie jest ważne to co dzieje się wokół, lecz tylko to żeby „brać”, żeby czuć się dobrze. Wszystko razem z tym, że bierze niszczeje... Wydawało się, to takie kolorowe, lecz tak naprawdę, to był czarny scenariusz.. To droga do nikąd, a raczej do… śmierci.

Narkomanie można porównać do pociągu, który nigdy się nie zatrzymuje kiedy raz do niego wsiądziesz nie ma już z niego wyjścia. To droga która nigdy się nie kończy. Może mi nie wierzycie, ale jeśli macie, a myślę, że macie znajomego, który bierze lub brał on Wam to potwierdzi -powie prawdę… cały czarny  scenariusz tego co narkotyki potrafią uczynić z człowiekiem

Przedstawię Wam jedną z historii narkomani tego co zdarzyło się kiedy dziecko wzięło… tylko ten jeden raz:

 Ośmiolatek

"Zdolny ośmioletni chłopiec, nie sprawiający kłopotów, z dobrymi ocenami w szkole, uprawiający sport, miał 14-letniego brata, który popalał marihuanę. Któregoś dnia ten młodszy zgłosił się do starszego mówiąc: "Chcę zapalić jak Ty". Usłyszał w odpowiedzi: "Poczekaj, aż będziesz tak dorosły jak ja. Wtedy nauczę Cię palić". Mały nie chciał czekać. Pewnego dnia zakradł się do pokoju brata, znalazł marihuanę i z kolegą zszedł do piwnicy, bo tam zwykł palić starszy brat. Ośmiolatkom wystarczył jeden joint  żeby się odurzyć. Za mocno. Mały powiedział koledze, że potrafiłby rozciągnąć swą szyję na dwa metry. "No to spróbuj!" - zachęcił go tamten. Nasz ośmiolatek przywiązał jeden koniec sznura do belki stropowej, a drugi obwiązał sobie wokół szyi, wszedł na trzeci stopień schodów i skoczył w dół. Jego szyja nie rozciągnęła się. Zabiłem własnego brata" - powiedział ten starszy. Miał rację."

Popatrzcie się na to. Ten chłopak miał zaledwie 8 lat, wiele życia przed sobą, marzeń i planów. Chęć spróbowania przesądziła o jego życiu. Kiedy widział, że brat zażywa chciał także spróbować chciał sprawdzić jak to jest kiedy coś takiego się weźmie. Spróbował i teraz można odwiedzić jego grób.

 Zabił się poprzez narkotyki poprzez chęć spróbowania... Jeśli macie w swoim otoczeniu kogoś kto  bierze - powiedzcie żeby  skończył z  używkami, bo może to się skończyć tak jak ta historia. To jedna historia, a takich jest wiele. Czy ma to sens żeby umierali bezbronni ludzie którzy tak naprawdę nie wiedza co ich czeka kiedy sięgną bo używki. On chciał tylko spróbować sprawdzić jak to jest a dziś go już z nami… nie ma.

Moje przemyślenia na ten temat są następujące to czyste zło prowadzące do śmierci, a już na pewno do niczego dobrego nie prowadzi to. Narkotyki to droga która nigdy się nie kończy. Jeśli jeszcze nigdy nie „brałeś”, to nie „bierz”. Bo wszystko to co miałeś dobre w sercu, Twoje plany, marzenia, wartości zostaną zatopione wraz z narkotykami. Ta droga nigdy się nie kończy ona zawsze będzie się za Tobą ciągła. W życiu jest tak wiele rzeczy dla których warto żyć, ale na pewno tą rzeczą nie są narkotyki.

Mamy różne słabości i nie powodzenia, ale to nie powód by „brać”. Z tym będzie jeszcze gorzej. Każdy problem można inaczej rozwiązać. Masz obok drugiego człowieka który na pewno zawsze chętnie poda Ci dłoń i pomoże rozwiązać to co gnębi Twoje serce. Pamiętaj zawsze jest wyjście z problemu. Nie bierz jeśli do końca życia nie chcesz być chory, jeśli nie chcesz zatracić swoich marzeń i planów. Narkotyki to prostu czarny scenariusz. Wybierz swój szlak, drogę bez nich.

To moje zdanie, zawsze gdziekolwiek będę, zawsze będę  odradzała narkotyków.  To Wasze życia, macie racje, ale wybierzcie to, co dla Was jest naprawdę ważne, nie popełniajcie takiego błędu... Życzę wam abyście umieli podejmować mądre decyzje i aby Wasze Życia były kolorowe, a nie czarne.

  Kasia ze Skoczowa